Czym jest bad trip, jeśli odjąć od tego panikę

Określenie „bad trip" jest potoczne i mylące, bo sugeruje, że doświadczenie miało jakąś wadę fabryczną, podczas gdy w literaturze klinicznej mówi się raczej o doświadczeniu trudnym, czyli takim, w którym pojawia się intensywny lęk, poczucie utraty kontroli, rozpad poczucia siebie albo przekonanie, że to, co się dzieje, nigdy się nie skończy. Badacze z Johnsa Hopkinsa opisali skalę mierzącą właśnie te wymiary, traktując je jako mierzalne cechy przeżycia, a nie jako awarię (Barrett, Bradstreet, Leoutsakos, Johnson i Griffiths, 2016).

Najlepsze dane o tym, jak takie doświadczenia wyglądają poza laboratorium, pochodzą z ankiety, w której 1993 osoby opisały swoje najtrudniejsze przeżycie po grzybach zawierających psylocybinę (Carbonaro, Bradstreet, Barrett, MacLean, Jesse, Johnson i Griffiths, 2016). Trzydzieści dziewięć procent uznało je za jedno z pięciu najtrudniejszych doświadczeń w całym swoim życiu. To liczba, która powinna kończyć dyskusję o tym, czy psychodeliki są „bezpieczne" w potocznym sensie tego słowa.

W tej samej próbie jedenaście procent osób naraziło siebie lub kogoś innego na fizyczne niebezpieczeństwo, 2,6 procent zachowało się agresywnie, a 2,7 procent szukało pomocy medycznej. Wśród tych, których doświadczenie wydarzyło się ponad rok wcześniej, 7,6 procent podjęło leczenie z powodu utrzymujących się objawów psychologicznych. Autorzy odnotowali też trzy przypadki powiązane z początkiem trwałych objawów psychotycznych i trzy próby samobójcze.

Te same badania mówią jednak coś, co zmienia perspektywę: mimo trudności 84 procent uczestników uznało, że doświadczenie im pomogło. Analiza regresji pokazała nawet, że im trudniejsze było przeżycie, tym większy był zgłaszany wzrost dobrostanu, choć im dłużej trwało, tym ten związek słabł. Trudność sama w sobie nie przesądza więc o szkodzie, ale nie jest też gwarancją korzyści, bo autorzy podkreślają, że ryzyko zachowań niebezpiecznych i przedłużonego cierpienia jest skrajnie niskie wtedy, gdy psylocybinę podaje się osobom przebadanym, przygotowanym i mającym wsparcie.

Co realnie pomaga, kiedy dzieje się to teraz

Pierwsza rzecz brzmi banalnie, a jest najważniejsza: doświadczenie się skończy. Psylocybina działa kilka godzin, LSD dłużej, ale w obu przypadkach istnieje przewidywalny koniec, którego osoba w trakcie przeżycia zwykle nie potrafi sobie wyobrazić. Przypomnienie o tym, spokojnym głosem i bez przekonywania na siłę, jest podstawowym narzędziem każdego, kto siedzi obok.

Druga rzecz dotyczy postawy wobec tego, co się pojawia. Wytyczne bezpieczeństwa opracowane dla badań z psychodelikami zalecają, żeby w reakcji na lęk nie uciekać przed treścią doświadczenia, tylko wejść w nią z pomocą osoby towarzyszącej, ponieważ walka z przeżyciem zwykle je nasila (Johnson, Richards i Griffiths, 2008). W praktyce oznacza to zmianę pytania z „jak to zatrzymać" na „co teraz czuję w ciele i czy mogę temu pozwolić być".

Trzecia dotyczy otoczenia, i tu dane z ankiety Carbonaro są jednoznaczne, bo wśród czynników zwiększających prawdopodobieństwo ryzykownego zachowania autorzy wymienili wprost brak komfortu fizycznego i brak wsparcia społecznego, obok dawki oraz długości i trudności przeżycia. Ciemniejsze światło, koc, woda, znajoma muzyka i jedna spokojna osoba obok to nie są miękkie dodatki, tylko zmienne, które w badaniu korelowały z bezpieczeństwem.

Czwarta rzecz to granica, za którą kończy się wsparcie koleżeńskie. Jeśli pojawia się realne zagrożenie dla życia lub zdrowia, nasilona agresja, utrata kontaktu z rzeczywistością, która nie ustępuje wraz z upływem czasu, albo objawy somatyczne budzące niepokój, właściwą decyzją jest kontakt z pomocą medyczną. Ratownik nie jest policjantem i jego zadaniem jest ocena stanu pacjenta, a nie ocena moralna tego, jak do niego doszło.

Dzień po, tydzień po, rok po

Najczęstszy błąd popełnia się nie w trakcie, tylko potem, kiedy człowiek próbuje zamknąć temat, uznając, że skoro się skończyło, to nie ma o czym mówić. Tymczasem to właśnie w kolejnych dniach rozstrzyga się, czy trudne doświadczenie zostanie przetworzone, czy zapadnie się jako coś, do czego lepiej nie wracać.

Modele integracji opisywane w literaturze klinicznej wyróżniają trzy poziomy pracy, poznawczy, emocjonalny i behawioralny, i wskazują, że dopiero przejście przez wszystkie trzy przekłada wgląd na zmianę w życiu (Gorman, Nielson, Molinar, Cassidy i Sabbagh, 2021). Sama rozmowa o tym, co się widziało, zostaje wtedy na poziomie poznawczym, czyli w miejscu, w którym najłatwiej się zatrzymać i najmniej się zmienia.

Praktycznie w pierwszych dniach ma sens rzecz najprostsza z możliwych, czyli zapisanie tego, co się pamięta, zanim pamięć zacznie porządkować doświadczenie w wygodną historię. Narzędzia mierzące realne zachowania integracyjne, takie jak prowadzenie dziennika, rozmowa z terapeutą czy praktyki cielesne, pokazują, że integracja jest zestawem powtarzalnych czynności rozłożonych w czasie, a nie jednorazowym aktem zrozumienia (Frymann, Whitney, Yaden i Lipson, 2022).

Do specjalisty warto sięgnąć wtedy, gdy pojawia się przynajmniej jeden z sygnałów, których nie da się przeczekać. Jeśli po kilku tygodniach utrzymuje się poczucie nierealności siebie albo otoczenia, jeśli wraca lęk bez uchwytnego powodu, jeśli sen nie wraca do normy, jeśli doświadczenie odsłoniło coś z przeszłości, do czego nie było się przygotowanym, albo jeśli pojawiają się myśli o odebraniu sobie życia, to nie jest już materiał na rozmowę ze znajomym. Przypomnijmy, że w cytowanej ankiecie 7,6 procent osób z doświadczeniem sprzed ponad roku szukało z tego powodu leczenia, więc mówimy o sytuacji rzadkiej, ale całkowicie realnej.

Czego ten tekst nie załatwia

Nie ma tu instrukcji, jak przyjmować substancje, bo psylocybina, LSD, DMT i MDMA znajdują się w Polsce w wykazie substancji psychotropowych grupy I-P i ich posiadanie jest przestępstwem. Nie ma tu również obietnicy, że każde trudne doświadczenie da się przekuć w rozwój, bo dane pokazują coś ostrożniejszego, mianowicie że większość osób z takiego przeżycia wynosi coś wartościowego, a mniejszość potrzebuje pomocy klinicznej i ta mniejszość nie jest zerowa.

To, co da się zrobić legalnie i sensownie, to przygotować się przed, mieć obok kogoś, kto wie, co robi, i przepracować doświadczenie po fakcie z osobą, która rozumie zarówno psychoterapię, jak i specyfikę stanów odmiennych. Ta ostatnia część jest tym, czym zajmujemy się w SACRUM.

Więcej materiałów opartych na badaniach znajdziesz w dziale Wiedza.

Bibliografia