Najlepsze badania mówią to samo i nie jest to, co ludzie chcą usłyszeć

Mikrodawkowanie, czyli przyjmowanie dawek na tyle małych, że nie wywołują wyraźnego doświadczenia, obrosło w opowieści o lepszym nastroju, kreatywności i skupieniu. Relacje osób, które to robią, są w większości pozytywne i nie ma powodu podejrzewać ich o nieszczerość. Pytanie brzmi jednak inaczej: czy poprawa bierze się z substancji, czy z faktu, że ktoś codziennie rano robi coś, po czym spodziewa się poprawy.

Na to pytanie odpowiadają dwa badania i oba wypadają podobnie.

Największe badanie z placebo: różnicy nie było

Zespół z Imperial College London zastosował pomysłowy sposób obejścia bariery prawnej i kosztowej. Uczestnicy sami wprowadzali u siebie kontrolę placebo, według instrukcji online, tak żeby nie wiedzieć, czy w danym okresie przyjmują mikrodawkę, czy pustą kapsułkę. Badanie ukończyło 191 osób, co uczyniło je wtedy największym badaniem psychodelików z kontrolą placebo, przy ułamku kosztu klasycznego badania klinicznego (Szigeti i in., 2021).

Wynik ma dwie części i obie są ważne. Mikrodawkowanie istotnie poprawiło szereg wskaźników psychologicznych, w tym dobrostan i satysfakcję z życia — czyli relacje entuzjastów o poprawie nie są zmyślone. Tyle że grupa placebo poprawiła się tak samo i między grupami nie było istotnych różnic.

Autorzy formułują to bez owijania: obserwowane korzyści nie wynikają z mikrodawki, tylko z oczekiwań. Przyjmowanie pustych kapsułek ze świadomością, że mogą być mikrodawkami, daje ten sam efekt.

Badanie z realnymi grzybami: efekt tylko u tych, którzy zgadli

Drugie badanie poszło inną drogą. Trzydzieści cztery osoby rozpoczynające mikrodawkowanie otrzymały w schemacie podwójnie zaślepionym 0,5 grama suszonych grzybów Psilocybe cubensis albo placebo, a badacze mierzyli doświadczenie subiektywne, zachowanie, kreatywność w rozumieniu myślenia rozbieżnego i zbieżnego, percepcję, funkcje poznawcze oraz aktywność mózgu (Cavanna i in., 2022).

Efekty ostre były istotnie silniejsze po dawce aktywnej — ale wyłącznie u uczestników, którzy poprawnie odgadli, co dostali. Towarzyszył temu spadek mocy EEG w paśmie theta, czyli coś w mózgu realnie się działo. Natomiast we wszystkich pozostałych pomiarach efektu nie było, poza kilkoma drobnymi zmianami w kierunku pogorszenia funkcji poznawczych.

Wniosek autorów jest zbieżny z poprzednim: niskie dawki grzybów potrafią dać zauważalne efekty subiektywne i zmienić rytmy EEG, ale bez dowodów na poprawę dobrostanu, kreatywności czy funkcji poznawczych, a oczekiwania tłumaczą przynajmniej część przypisywanych mikrodawkowaniu korzyści.

Dlaczego to nie znaczy, że „nic się nie dzieje"

Łatwo z tych badań wyciągnąć wniosek, że mikrodawkowanie to oszustwo. To byłoby równie nieostrożne co entuzjazm z drugiej strony.

Po pierwsze, efekt placebo nie jest niczym — to mierzalna poprawa, która realnie zmienia czyjeś samopoczucie. Problem polega na tym, że skoro tę samą poprawę daje pusta kapsułka, to ponoszenie ryzyka prawnego i zdrowotnego dla substancji przestaje mieć uzasadnienie.

Po drugie, w badaniu Cavanny coś w EEG się zmieniło, więc dawka nie była farmakologicznie obojętna. Zmiana w zapisie mózgowym nie jest jednak tożsama z korzyścią, a w tym samym badaniu funkcje poznawcze poszły raczej w drugą stronę.

Po trzecie, obie prace mają ograniczenia. Badanie z Imperialu opierało się na samodzielnym zaślepianiu przez uczestników, badanie argentyńskie objęło 34 osoby. To nie są dowody rozstrzygające na zawsze, tylko najlepsze, jakimi dysponujemy — i oba wskazują w tę samą stronę.

Czego nie wiemy, a udajemy, że wiemy

Nie wiemy, co robi mikrodawkowanie prowadzone latami, bo takich badań nie ma. Teoretyczne obawy dotyczą przewlekłego pobudzania receptora 5-HT2B, obecnego w zastawkach serca, znanego z historii leków wycofanych z tego właśnie powodu. Nikt nie wykazał, że mikrodawkowanie psychodelików powoduje uszkodzenie zastawek, ale nikt też nie wykazał, że jest pod tym względem bezpieczne, a to nie to samo.

Nie wiemy, jak mikrodawkowanie zachowuje się u osób z rozpoznaniem psychiatrycznym, bo badania prowadzono na ludziach zdrowych i zmotywowanych. Nie wiemy też, jak wchodzi w interakcje z lekami przyjmowanymi przewlekle — a przy niektórych, na przykład przy licie, ryzyko jest realne i opisaliśmy je w tekście o interakcjach z lekami.

I rzecz podstawowa: nie wiadomo, co dokładnie ktoś przyjmuje. Poza kontrolowanymi warunkami nie ma pomiaru zawartości substancji czynnej, a różnice między egzemplarzami tego samego gatunku bywają kilkukrotne. „Mikrodawka" bez analizy laboratoryjnej jest szacunkiem, nie dawką.

Stan prawny, bez którego reszta jest teoretyczna

W Polsce psylocybina i psylocyna znajdują się w wykazie substancji psychotropowych grupy I-P, a posiadanie jest przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności do lat trzech, niezależnie od wielkości dawki. Prawo nie zna kategorii „mikro" i rozmiar porcji nie zmienia kwalifikacji czynu, choć może mieć znaczenie przy ocenie, czy ilość była nieznaczna. Szerzej piszemy o tym w tekście o legalności terapii psychodelicznej w Polsce.

Co z tego wynika praktycznie

Jeśli szukasz poprawy nastroju, koncentracji albo kreatywności, dowody nie wspierają mikrodawkowania jako narzędzia — a wspierają wniosek, że część spodziewanej poprawy pojawi się i bez substancji. To niewygodne, ale też wyzwalające, bo oznacza, że efektu nie trzeba kupować ani zdobywać nielegalnie.

Jeśli natomiast interesuje cię praca z doświadczeniem w pełnej dawce, to jest zupełnie inna rozmowa, z inną bazą dowodową i innym ryzykiem — opisujemy ją w tekstach o psylocybinie w depresji i o przygotowaniu.

A jeśli mikrodawkujesz i chcesz to z kimś przegadać, robimy to w ramach przygotowania i integracji, bez oceniania i bez zakładania z góry, że trzeba przestać.

Więcej materiałów opartych na badaniach znajdziesz w dziale Wiedza.

Bibliografia