Czym jest „hipnoza alkoholowa" i czego po niej oczekiwać

Pod hasłem „hipnoza alkoholowa" albo „hipnoza antyalkoholowa" kryją się w Polsce dwie bardzo różne rzeczy. Pierwsza to jednorazowy seans, po którym alkohol ma budzić wstręt albo lęk, często reklamowany razem z „kodowaniem" i obietnicą trzeźwości na określoną liczbę lat. Druga to hipnoterapia, czyli kilka albo kilkanaście sesji, w których hipnoza jest narzędziem w szerszym procesie pracy z piciem. O tej pierwszej badania milczą, o drugiej mówią niewiele, ale to, co mówią, warto znać, zanim zapłacisz za którąkolwiek z nich.

Badań jest zaskakująco mało

W przeciwieństwie do bólu czy lęku, gdzie hipnoza ma metaanalizy obejmujące dziesiątki badań, w uzależnieniu od alkoholu randomizowanych badań jest garstka. Autorzy norweskiego badania z 2019 roku pisali wprost, że ich praca była jednym z zaledwie dwóch takich badań w całej literaturze (Shestopal i Bramness, 2019). Pierwszym z nich było szwedzkie badanie z 1973 roku (Jacobson i Silverskiöld, 1973). Już samo to powinno budzić czujność, gdy ktoś obiecuje skuteczność „potwierdzoną naukowo".

Szklanka wody na drewnianym stole
Zdjęcie: rawpixel, CC0

Co wyszło w norweskim badaniu

W klinice stacjonarnej w Norwegii 31 osób z zaburzeniem używania alkoholu przechodziło sześciotygodniowy program leczenia z terapią grupową. Szesnaście z nich zamiast standardowych indywidualnych sesji dialogu motywującego dostało pięć sesji hipnoterapii w podejściu ericksonowskim, czyli permisywnym, opartym na zaproszeniu, a nie poleceniu. Po roku obie grupy piły wyraźnie mniej, a wynik w teście AUDIT, który mierzy nasilenie problemów z alkoholem, poprawił się nieco bardziej w grupie hipnoterapii, choć tylko na poziomie tendencji statystycznej (Shestopal i Bramness, 2019).

Uczciwe odczytanie tego wyniku jest takie: hipnoterapia wypadła co najmniej tak dobrze jak dialog motywujący, który sam jest uznaną, dobrze przebadaną metodą. Różnica na jej korzyść była mała i przy tak niewielkiej grupie mogła wynikać z przypadku albo nie dać się wykryć, mimo że istnieje. Ważne jest też to, że hipnoza nie działała tu sama, tylko jako jeden z elementów pełnego programu leczenia.

Autohipnoza jako narzędzie przeciw nawrotom

Drugie badanie warte uwagi dotyczyło 261 weteranów w programach leczenia uzależnień w USA, porównując nagrania z autohipnozą z dwiema innymi interwencjami i grupą kontrolną (Pekala i in., 2004). Odsetek nawrotów po siedmiu tygodniach nie różnił się między grupami. Osoby, które słuchały nagrań autohipnozy co najmniej trzy do pięciu razy w tygodniu, miały natomiast najwyższe poczucie własnej wartości i spokoju oraz najmniej złości i impulsywności, a efekt ten nie pojawił się w żadnej z pozostałych interwencji.

To ważny szczegół, bo nawroty po okresie abstynencji często zaczynają się właśnie od złości, napięcia i impulsu, a nie od świadomej decyzji, że „dziś się napiję". Hipnoza może pomóc w pracy z tymi stanami, ale znów pod warunkiem regularnej praktyki, nie jednego seansu.

Dlaczego jeden seans nie wystarczy

Obietnica, że po jednej sesji alkohol przestanie smakować, opiera się na wyobrażeniu hipnozy jako przeprogramowania, w którym terapeuta wgrywa nowe polecenie. Badania nad hipnozą konsekwentnie pokazują coś innego: reakcja na sugestię zależy od współpracy i motywacji osoby hipnotyzowanej, a nikt nie traci w hipnozie woli (piszemy o tym szerzej w tekście hipnoza a wola). Jeśli ktoś pije, bo alkohol obniża mu napięcie albo zagłusza coś trudnego, sugestia wstrętu nie usuwa przyczyny, a w najlepszym razie przesuwa problem w czasie.

Uzależnienie od alkoholu bywa też stanem, w którym nagłe odstawienie jest groźne dla zdrowia, z ryzykiem drgawek i majaczenia. Przy codziennym, długotrwałym piciu pierwszym krokiem jest konsultacja lekarska, a nie gabinet hipnozy.

Gdzie hipnoterapia ma sens

Z dostępnych danych wynika, że hipnoterapia może być wartościowym elementem pracy z piciem, gdy jest częścią szerszego planu, obejmuje kilka sesji i uczy autohipnozy do stosowania na co dzień, szczególnie w chwilach napięcia, które wcześniej kończyły się sięgnięciem po kieliszek. Może też pomagać osobom, które nie chcą albo nie są gotowe na całkowitą abstynencję i szukają sposobu na ograniczenie picia, o czym piszemy w tekście redukcja szkód czy abstynencja.

SACRUM nie jest podmiotem leczniczym i nie prowadzi detoksu ani leczenia odwykowego. Jeśli sytuacja tego wymaga, pomagamy znaleźć właściwą placówkę.

Następny krok

Jeśli zastanawiasz się, czy Twoje picie wymaga zmiany i od czego zacząć, możesz umówić konsultację w obszarze uzależnień z Rafałem Robaszkiewiczem. To rozmowa bez oceniania, w której ustalamy, jaka forma pomocy pasuje do Twojej sytuacji. Jak wygląda taka pierwsza rozmowa, opisujemy w tekście konsultacja uzależnień bez oceniania.

Wschód słońca nad łąką z drzewami i starą stodołą
Zdjęcie: Philipp Reiner (StockSnap), CC0

Bibliografia