Zacznijmy od tego, co działa najlepiej, a nie od tego, co sprzedajemy
W fobiach specyficznych — lęku przed lataniem, wysokością, zamkniętymi przestrzeniami, igłami, psami, pająkami — złotym standardem leczenia jest ekspozycja. Nie hipnoza, nie praca z podświadomością, nie odnajdywanie pierwotnej przyczyny w dzieciństwie. Stopniowe, kontrolowane, powtarzane kontaktowanie się z tym, czego się boisz, prowadzone tak, żeby układ nerwowy zdążył się przeuczyć.
To jest niewygodne dla każdego, kto sprzedaje szybszą drogę, i uczciwe wobec kogoś, kto boi się wsiąść do samolotu. Wszystko, co poniżej, dotyczy tego, jak wejść w ekspozycję i jak ją znieść, a nie jak ją ominąć.
Wirtualna rzeczywistość: prawie tak dobra jak realna, przy fobiach specyficznych
Najciekawsze dane ostatnich lat dotyczą tego, czy ekspozycję da się prowadzić w wirtualnej rzeczywistości zamiast na żywo. Przegląd systematyczny z metaanalizą, obejmujący wyłącznie badania randomizowane porównujące bezpośrednio oba podejścia przy równoważnej dawce ekspozycji, daje odpowiedź zróżnicowaną i bardzo praktyczną (Wechsler, Kümpers i Mühlberger, 2019).
Obie formy — w VR i na żywo — dały duże, istotne wielkości efektu. W bezpośrednim porównaniu ekspozycja na żywo wypadła nieco lepiej, ale różnica była mała i nieistotna statystycznie (g = −0,20). Przy fobiach specyficznych różnica była jeszcze mniejsza (g = −0,15), czyli w praktyce obie drogi prowadzą do celu.
Wyjątkiem okazała się fobia społeczna, gdzie przewaga ekspozycji na żywo była istotna i wyraźna (g = −0,50). To ma sens: symulacja pająka może być przekonująca, symulacja oceny ze strony drugiego człowieka jest znacznie trudniejsza.
Wniosek dla kogoś z lękiem przed lataniem albo wysokością jest konkretny: VR to nie proteza ani gadżet, tylko realna droga o porównywalnej skuteczności — i często jedyna, na którą ktoś jest w stanie się zgodzić na starcie. My prowadzimy taką pracę w ramach VR CHANGEWORK, we współpracy z fobos.tech.
Gdzie w tym jest hipnoza — uczciwie
Baza dowodowa dla hipnozy jako samodzielnego leczenia fobii specyficznych jest cienka. Nie ma tu niczego, co dałoby się postawić obok metaanaliz ekspozycji, i każdy, kto twierdzi inaczej, albo nie czytał, albo liczy, że ty nie czytałeś.
To nie znaczy, że jest bezużyteczna. Znaczy, że jej rola jest inna, niż głosi reklama, i warto ją nazwać po imieniu:
Obniżenie progu wejścia. Największym problemem w leczeniu fobii nie jest to, że ekspozycja nie działa, tylko to, że ludzie do niej nie przystępują albo przerywają po pierwszej sesji. Praca z napięciem przed ekspozycją realnie zwiększa szansę, że ktoś w niej zostanie.
Nauka regulacji w trakcie. Umiejętność zejścia z poziomu pobudzenia, który uniemożliwia jakiekolwiek uczenie się, jest warunkiem, żeby ekspozycja w ogóle zadziałała, a nie tylko wystraszyła.
Praca z antycypacją. W lęku przed lataniem najgorsze bywają tygodnie przed lotem, a nie sam lot. To jest obszar, w którym sugestia ma się czym zająć.
Innymi słowy: hipnoza może być tym, co pozwala wejść w ekspozycję i przy niej zostać. Nie jest tym, co zastępuje ekspozycję — i tak też o niej mówimy w gabinecie.
Czego nie obiecujemy
Nie obiecujemy usunięcia fobii w jednej sesji. Metody obiecujące to opierają się na tym, że część fobii ustępuje samoistnie, a część ludzi nie wraca po drugą sesję, więc nikt nie sprawdza wyniku.
Nie szukamy „pierwotnej przyczyny" jako warunku poprawy. Bywa, że początek da się ustalić, i bywa, że jest to ciekawe, ale przeuczenie reakcji lękowej nie wymaga znalezienia jej źródła.
Nie pracujemy z fobią w oderwaniu od reszty. Jeśli za lękiem przed lataniem stoi napad paniki sprzed lat albo nierozpoznane zaburzenie lękowe, sama praca z samolotem będzie leczeniem objawu.
Jak wygląda sensowny plan
Najpierw rozmowa o tym, czego dokładnie dotyczy lęk — bo „boję się latać" oznacza u różnych ludzi zupełnie co innego: turbulencji, zamknięcia, utraty kontroli, upokorzenia na pokładzie albo śmierci.
Potem hierarchia: uporządkowana lista sytuacji od najłatwiejszej do najtrudniejszej, z konkretnymi krokami, a nie skok na najgłębszą wodę.
Potem praca z regulacją pobudzenia, żeby ekspozycja mogła być uczeniem się, a nie przetrwaniem.
Potem sama ekspozycja — w VR albo na żywo, zależnie od tego, co jest dostępne i możliwe do powtarzania.
I na końcu rzecz, którą pomija się najczęściej: powtarzalność. Jedna udana ekspozycja nie kończy sprawy, kończy ją seria.
Kiedy iść do lekarza, a nie do nas
Jeśli lęk jest napadowy, z objawami somatycznymi, których nie da się przewidzieć. Jeśli unikanie rozlało się z jednej sytuacji na wiele obszarów życia. Jeśli towarzyszy mu obniżony nastrój, który trwa. Wtedy pierwszym adresem jest psychiatra, bo rozpoznanie zmienia plan leczenia.
O tym, jak pracujemy z lękiem i gdzie są granice metody, piszemy przy hipnoterapii i w tekście o hipnoterapii w lęku i nerwicy lękowej. Więcej materiałów opartych na badaniach znajdziesz w dziale Wiedza.
Bibliografia
- Wechsler, T. F., Kümpers, F., & Mühlberger, A. (2019). Inferiority or even superiority of virtual reality exposure therapy in phobias? A systematic review and quantitative meta-analysis on randomized controlled trials specifically comparing the efficacy of virtual reality exposure to gold standard in vivo exposure in agoraphobia, specific phobia, and social phobia. Frontiers in Psychology, 10, 1758. https://doi.org/10.3389/fpsyg.2019.01758



