Czym właściwie jest ayahuasca

To wywar z dwóch roślin i ta dwoistość jest w nim najważniejsza. Psychotria viridis dostarcza DMT, substancję psychodeliczną, która sama w sobie po wypiciu byłaby bezużyteczna, bo rozkłada ją enzym w przewodzie pokarmowym. Banisteriopsis caapi dostarcza harminy i harmaliny, które ten enzym blokują — są odwracalnymi inhibitorami monoaminooksydazy, w skrócie IMAO.

To nie jest ciekawostka botaniczna, tylko klucz do całego profilu ryzyka. Ayahuasca zawiera lek działający na ten sam układ, na który działa większość leków przeciwdepresyjnych, i stąd bierze się najpoważniejsze zagrożenie związane z jej piciem. Wrócimy do tego niżej.

Tak, wymiotuje się. I to nie jest wyjątek

To jedno z najczęściej zadawanych pytań i odpowiedź jest jednoznaczna. W Global Ayahuasca Survey, badaniu ankietowym obejmującym 10 836 osób z ponad 50 krajów, ostre fizyczne działania niepożądane — przede wszystkim wymioty — zgłosiło 69,9 procent uczestników (Bouso i in., 2022).

Siedem osób na dziesięć. Organizatorzy nazywają to zwykle „purgą" i przedstawiają jako oczyszczenie, część procesu, a nawet jego pożądany element. Warto rozdzielić dwie rzeczy: to, że wymioty są przewidywalnym efektem farmakologicznym, jest prawdą. To, że są dowodem oczyszczenia z czegokolwiek, jest interpretacją kulturową, nie faktem medycznym. Można ją przyjmować albo nie, ale nie należy jej mylić z opisem tego, co dzieje się w ciele.

W tej samej próbie 2,3 procent osób potrzebowało po ceremonii pomocy medycznej. To niewiele w ujęciu procentowym i sporo w liczbach bezwzględnych.

Co dane mówią o tygodniach po

Tutaj obraz robi się ciekawszy, niż sugeruje którakolwiek ze stron sporu.

Niepożądane efekty w sferze zdrowia psychicznego w tygodniach lub miesiącach po ceremonii zgłosiło 55,9 procent badanych — czyli ponad połowa. Jednocześnie około 88 procent z nich uznało te trudności za część pozytywnego procesu wzrostu albo integracji, a nie za szkodę. Profesjonalnego wsparcia w związku z nimi szukało około 12 procent.

Te trzy liczby czytane razem opisują coś, czego nie da się streścić hasłem. Ayahuasca u większości ludzi wywołuje trudności po fakcie, większość z nich uznaje te trudności za wartościowe, a mniejszość potrzebuje realnej pomocy — i ta mniejszość nie jest marginalna.

Co zwiększa ryzyko, a co je zmniejsza

To najbardziej praktyczna część tych badań i zarazem ta, którą organizatorzy cytują najrzadziej.

Fizyczne działania niepożądane były częstsze u osób starszych w momencie pierwszego kontaktu, u osób z chorobą somatyczną, przy większym użyciu w ciągu życia i w ostatnim roku, u osób z wcześniejszym rozpoznaniem zaburzenia używania substancji oraz — co warto podkreślić — przy piciu w kontekście nienadzorowanym.

Trudności psychiczne wiązały się z zaburzeniami lękowymi, chorobami somatycznymi i siłą samego doświadczenia duchowego, natomiast rzadsze były przy piciu w kontekstach religijnych, czyli tam, gdzie istnieje ustalona rama, wspólnota i ktoś, kto wie, co robi.

Innymi słowy: to nie sama substancja decyduje o ryzyku, tylko kto, w jakim stanie i w jakich warunkach ją przyjmuje. Dokładnie to samo mówi literatura o set i setting, o czym piszemy osobno.

Najgroźniejsza rzecz, o której mówi się najciszej

Harmina i harmalina to inhibitory MAO. Połączenie inhibitora MAO z lekami działającymi na układ serotoninowy — a więc z większością leków przeciwdepresyjnych, w tym SSRI i SNRI — stwarza ryzyko zespołu serotoninowego, stanu potencjalnie zagrażającego życiu, którego objawy obejmują wysoką gorączkę, sztywność mięśni, drżenia i zaburzenia świadomości.

To nie jest teoretyczne zastrzeżenie z ulotki. To najczęstsza droga, którą ceremonia kończy się karetką. A ponieważ wielu uczestników przyjmuje leki przeciwdepresyjne i nie zawsze zostaje o to zapytanych, ryzyko bywa realizowane przez ludzi, którzy nie wiedzieli, że je podejmują. Osobno opisujemy to w tekście o interakcjach psychodelików z lekami — razem z tym, że samodzielne odstawienie leków przed wyjazdem jest jeszcze gorszym pomysłem niż ich przyjmowanie.

Gdzie to jest legalne, a gdzie nie

W Polsce DMT znajduje się w wykazie substancji psychotropowych grupy I-P, więc posiadanie ayahuaski jest przestępstwem. Nie zmienia tego roślinne pochodzenie, kontekst duchowy ani to, że wywar przygotował ktoś inny.

W Brazylii i Peru ayahuasca funkcjonuje legalnie w kontekście religijnym i tradycyjnym, co bywa rozciągane na ofertę turystyczną o bardzo różnej jakości. Przywiezienie wywaru do Polski nie jest luką w przepisach, tylko przestępstwem przekraczającym granicę. Więcej o tym, gdzie i na jakich zasadach coś jest legalne, piszemy w tekście o terapii psychodelicznej za granicą.

O co zapytać, zanim wpłacisz zaliczkę

Czy ktokolwiek pyta o przyjmowane leki, w szczególności przeciwdepresyjne? Jeśli nie, to jest odpowiedź na wszystkie pozostałe pytania.

Czy pyta o historię psychozy i manii w rodzinie, o choroby serca i o ciśnienie?

Kto prowadzi, ile osób przypada na jednego prowadzącego i co się dzieje, gdy komuś jest bardzo źle w środku nocy?

Czy jest dostęp do pomocy medycznej i jak daleko?

Co dostajesz po ceremonii — czy ktoś kontaktuje się po tygodniu, czy relacja kończy się przy wyjeździe?

To ostatnie pytanie jest najważniejsze w świetle liczb wyżej. Skoro ponad połowa uczestników przeżywa trudności w tygodniach po, a kilkanaście procent szuka wsparcia, to organizator, którego zainteresowanie kończy się z chwilą zapłaty, zostawia cię dokładnie w tym momencie, w którym zaczyna się realna praca.

Gdzie w tym jesteśmy my

Nie organizujemy ceremonii, nie współpracujemy z żadnym ośrodkiem i nikogo nie polecamy. Nie mamy z tego rynku przychodu i dlatego możemy o nim pisać bez taryfy ulgowej.

Zajmujemy się dwoma końcami: przygotowaniem, które obejmuje ocenę przeciwwskazań i realną rozmowę o ryzyku, oraz pracą nad tym, co zostało po powrocie. Obie części są w Polsce legalne. Część rozmów przygotowawczych kończy się rekomendacją, żeby nie jechać, i to również jest wynik. Tak to wygląda.

Więcej materiałów opartych na badaniach znajdziesz w dziale Wiedza.

Bibliografia